| Fantazjada 2011- podsumowanie fabularne |
|
Bezkrwawe Manewry z czerwca roku 492. upłynęły w Osternhook pod znakiem wydarzeń przypominających uderzenie pioruna w wychodek. Leśne stwory na głównych traktach; exodus mieszkańców Strażnicy; dziwne decyzje urzędników wysokiego szczebla; żywność- pomidory- walająca się w błocie. Jednak nie uprzedzajmy faktów: Decyzją grupki zamachowców, którzy po zamordowaniu kilkorga kolegów wciąż mieli czelność nazywać siebie Sztabem Miasta, część elitarnego oddziału MANTIKORA wyruszyła do Siedmiogrodów przeciw stronnikom Pajęczycy. Zrealizowano tym samym kontrakt zawarty ze Stołeczną Cytadelą Świętego Oficium w Racławiu (nie mylić z pachołkami biskupa Kościelickiego, którzy akurat przebywali w Mieście). Pierwotny plan zakładał równoczesne desanty poprzez stabilny portal Miasta i Anomalię Portalową, tj. operację właściwą oraz atak pozorowany dla odwrócenia uwagi.
Jak by nie było, zdecydowano o zniszczeniu tego czasosferycznego fenomenu. Szansa na posiadanie drugiego, stabilnego portalu, została zaprzepaszczona wraz ze znaczną strategiczną przewagą, którą mógł zapewnić na frontach Znanego Świata. Bezpośrednim skutkiem było wyrzucenie do kosza pieczołowicie opracowanego planu misji w Siedmiogrodach i w konsekwencji zdziesiątkowanie MANTIKORA. Rozlana krew najlepszych żołnierzy Osternhook zakrzyknęła o pomstę do wszystkich niebios i piekieł które czcili, obciążając sumienia decydentów.
Tuż za ich plecami, co już ciężko racjonalnie wyjaśnić, „Sztab” nakazał zapieczętować swoje magiczne okno na Świat, od dziesięcioleci służące potędze militarnej Osternhook. Miało to konsekwencje, których ludzie u władzy najwyraźniej nie przewidzieli. Zamknięcie kanału, za pośrednictwem którego Kompanie rozproszone po całym kontynencie mogły porozumiewać się z ojczyzną, a w razie potrzeby dokonać ewakuacji lub poprosić o wsparcie... Było chyba jedynym sposobem na szybkie zwrócenie ich uwagi. Jak było udowodnione, przynajmniej odkąd światowe mocarstwa zaczęły interesować się tą dziedziną, naturalnego portalu nie sposób zamknąć na wieczność. Drzwi zatrzaśnięte przez śmiertelnika, może otworzyć także śmiertelnik. Toteż kosztem ogromnych wysiłków przydzielonych im magów i nie mniejszych sum w złocie, odcięte od macierzy armie- pamiętajmy, równocześnie toczące zlecone wojny!- zdołały przełamać pieczęcie na bramie do domu. Ich generałowie błyskawicznie porozumieli się i wysłali silne kontyngenty dla wyjaśnienia sytuacji. Te na miejscu oddały się pod komendę dowódcy o najwyższym autorytecie i pozycji, czyli hutmana Kowalskiego. Mając w ręku realną siłę, przestał się patyczkować z uzurpatorami. W myśl dewizy „Porządek, kurwa, musi być!”, po szybkim procesie i rzetelnych męczarniach zostali straceni, na sposoby tradycyjne dla rodzimych Kompanii: Jarvisa przywiązano do drzewa i naszpikowano strzałami. Adalbertus został wrzucony do dołu z głodnymi wilkami. Enrico utopiono w wiadrze najtańszego wina. Ponieważ na przesłuchaniu wyszły jego powiązania z kontrwywiadem, Kowalski zarządził lustrację tajnych służb. Oczywiście szczegóły są ściśle tajne. Aurelowi przypadł w udziale specyficzny rodzaj egzekucji. Mianowicie misja samobójcza z [hipotetyczną] możliwością ułaskawienia w razie powodzenia. Został teleportowany na ziemie Grishna w celu zgładzenia ich władcy- Nic osobistego, po prostu ułatwiłoby to nadchodzącą, zakontraktowaną wojnę, o której dalej. Jakoś nie wrócił.
Ażeby przewrót nigdy więcej się nie powtórzył, w miejsce straży rotacyjnej Kowalski począł formować etatową Żandarmerię Wojskową. Na dobry początek jej szeregi zasilili weterani MANTIKORA. Po załatwieniu tych najpilniejszych spraw, wyłoniono Sztab; w niemal zupełnie nowym składzie, ponieważ oficerowie Hans i Jerzy również nie zasilili jego szeregów. Ostatecznie dowiedziono im korupcję i nepotyzm, a ciężkie pobicie, którym praworządny hutman nie tak dawno wyłączył obu z obrad, poszło w niepamięć. Pierwszą decyzją władzy był ponowny pochówek Sztabowców Violi i Olbrachta, z wszelkimi wojskowymi honorami. Choć za życia oboje mieli licznych przeciwników to uznano zgodnie, że polegli śmiercią żołnierzy, jako żywe symbole tego, czym powinno być Wolne Miasto Osternhook. Następnie przyjrzano się sytuacji wewnętrznej, wyglądającej następująco: Młodociani chuligani, którzy- Będąc dawnowiercami!!- Skradli święty totem, nie uniknęli kary. Leszy zaklął ich dusze w tęgoryjce i posłał do wyjadania szkodników ze ściółki leśnej. Kiedy już dobrze się spaśli, oddał swoim sługom na kiełbaski. Verquendi udało się zebrać tyle przedmiotów z drewna Przodka, by wzbudzić jego duszę w innym, zdrowym Drzewie. Coś poszło jednak nie całkiem jak należy, ponieważ w to samo Drzewo zastała zaklęta okrutna Dzierzba i na razie to jej charakter zdaje się dominującym (przejawia się w nerwowych ruchach konarów, grzmocących wszystko wokół). Cóż, przynajmniej teraz już go nikt nie zetnie.
Jeśli chodzi o sąsiadów zza najbliższej granicy, to dwa poselstwa z antalijskich Kresów, którym strzeliło do głowy organizować krucjatę zamiast załatwiać sprawy swoich mocodawców, odniosły pewien mimowolny sukces- Bronowicki i Kościelicki pogodzili się! Otóż gdy rozeszło się, że ich ludzie są zamieszani w zamach na Sztab Osternhook, obaj wpadli w przerażenie. Poszły w niepamięć śmieszne zatargi o staw rybny, błyskawicznie podali sobie ręce, wysłali furgon z haraczem i uniżoną suplikę o przebaczenie. Akurat oni mieli świadomość, że jeśli Kompanie się ruszą, to z ich włości garści perzyn nie zostanie; a Racław pewnie umyłby ręce, przyznając rację potężnemu sąsiadowi.
Inkwizytora Aldorfa między skazańcami nie było, zginął śmiercią samobójczą gdy nie zdołał przyzwać Awatara Ammana. Czemu miała służyć ta jego próba? Zapewne zgrzeszył wzywając Awatara nadaremno. Być może, jak utrzymują signuryci, nie uda się to już nikomu, nie po spaleniu Whiltierny. Część Kompanii Karnej zdezerterowała, ażeby zająć się rabunkiem. Nie jest to wielka strata, zbiegowie sami przekreślili swoje szanse na zmazanie win i powrót w szeregi wojska. Ostatnio byli widziani podczas próby wyhaftowania na czarnej szmacie pirackiego „rogera”. W rozegranych podczas Manewrów grach wojennych najwięcej punktów zdobyła Kompania Wilcza. Krignord zrobiła na sędziach dobre wrażenie swoją ogólną organizacją i sprawnością, jednak otrzymała karne noty za ostentacyjne łamanie regulaminowych norm umundurowania- Które to, zaznaczmy, sama sobie wyznaczyła. Ostatecznie więc ranking wygląda jak następuje: Kompania Wilcza, Krignord, Kompania Szara. Ze względu na niejakie ruchy kadrowe, nowym dowódcą tej pierwszej zapewne zostanie żołnierz Mira. Kompania Pomidora nie przerywa werbunku, jej szeregi rosną dosłownie z dnia na dzień. Sierżant Marchewka na szkoleniach wyciska z rekrutów siódme poty.
Przywrócenie portalu przyniosło też nowiny z innych pól bitewnych. Kultyści Smoka na archipelagu wysepek między Ragovar i Smoczą Wyspą, nie doczekali się odsieczy. Jarl Sven „Palownik” Trygvassen silniejszy teraz o nowe drakkary, w najlepsze grabi i morduje. Trwa rzeź. Jak dotąd nic nie wskazuje żeby Isilquendi sposobili się do, oddolnie ogłoszonej przez grupkę swej młodzieży, wojny z Grishna. Natomiast w Siedmiogrodach elfia generał Ray Nandador, mając u boku te posiłki, odnosi nad Pajęczycą zwycięstwo za zwycięstwem. Zaś Ammafir, o dziwo, odpowiedział na wyzwanie. Przysłał wyzywającym elegancką, kryształową piramidkę z wtopionym do wnętrza egzotycznym kwiatem, rzucającą wokoło pryzmatyczny blask*. Najwyraźniej zrozumieli co miało to oznaczać, ponieważ na swój elficki sposób- szaleli z wściekłości. * Takie bibeloty nasączone odrobiną magii, to wśród Isilquendi popularne zabawki, przeznaczone dla dzieci poniżej dziesiątego roku życia. Bosse Kirsen, emisariusz Czarnoksiężnika odpowiadający za ten konflikt, rezyduje w Antalii jako pół- oficjalny ambasador, w świeżo zakupionym pałacyku całkiem blisko stolicy. Tylko on i jego Pan wiedzą czy to zesłanie, czy nagroda. Niemniej zajął się tym, co wychodzi mu najlepiej: organizuje orgie, które błyskawicznie zdobyły popularność wśród magnaterii płci obojga. Ichnia protekcja trzyma na dystans strażników moralności, na razie. Jeśli już o nim mowa, wyprawa na czarnoksięskie ziemie wyszła cokolwiek skromniej niż się zapowiadało: Bronowicki i Kościelicki, rzecz jasna, nie byli zainteresowani napadaniem państwa o którym w życiu nie słyszeli. Zresztą ich złoto i tak poszło na okup za „wybryki” własnych sług.
Jedynym zainteresowanym o wystarczająco głębokiej kiesie, pozostało Ks. Wzgórza. Przy czym... W krótki czas po tym, kiedy posłowie wrócili do Twierdzy Ammana, Corven Vander, następca tronu i ich bezpośredni mocodawca, prędziutko wyruszył z grodu. Oficjalnie, ażeby poszukiwać zaginionego Miecza Prawdy. Może być jednak nie bez znaczenia, że Książe Rytter, tak zazwyczaj opanowany, tym razem wprost szalał z wściekłości. Syn, jak się okazało, nie skonsultował z nim swoich posunięć dyplomatycznych... Ale umowę z Miastem już podpisano... Sprawa była więc przesądzona. W stronę Półwyspu Grishna ruszyła armia zbudowana z Kompanii Wilczej oraz Grupy Której Nazwy Nie Wolno Wymawiać, czyli Elitarnej Tylnej Straży Szarej Kompanii. Towarzyszył jej Drachenberg, zbrodniarz wojenny za czasów konfliktu Hammerstein z Antalią, czarownik i do niedawna wykładowca Szkoły Wojny.
Cyklopowe fortyfikacje stojące dumnie na linii wzgórz, nie powinny były istnieć. Nie było ich śladu na mapach sprzed niespełna dziesięciu lat, a coś takiego buduje się dekady. Zaś wokół dosłownie roiło się od świetnie uzbrojonych Orków Grishna i nieruchomych hord żywych trupów. Tych samych, które nie tak dawno podniosły się z mogił w Księstwie po antalijskiej wyprawie i zniknięciu Chryseis. Tu i ówdzie wśród wystrzępionych mundurów wciąż przebłyskiwały wyblakłe barwy, wzgórzański błękit, antalijska czerwień. Najlepsi statyści Świata mieli jeszcze długo się głowić, jakim cudem Ammafir zdążył zebrać tę potęgę od czasu Incydentu Granicznego [Fantazjada'08]. Magia, nawet taka jak jego, nie wszystko może tłumaczyć. Także praca nieumarłych, którzy nie potrzebują strawy ni odpoczynku, nie stanowi całej odpowiedzi. Rozwiązaniem wydaje się być dorobek życia Surfena Szalonego, z którego duszą obcował przez, nomen omen, Grimuar Surfena. Ukryte zbrojownie, skarbce, księgi, modyfikowane genetycznie potwory- Wszystko to od dziesięcioleci czekało tylko na nowego właściciela. Jednak renoma Osternhook nie wzięła się z niczego. W pewnym momencie bliskie było przełamanie wrogich szyków.
Ironia polega na tym, że właśnie on negocjował z wysłannikiem brodatego ludu. Gdyby nie zabrakło podpisu zamordowanej Sztabowej Violi, te same machiny raziłyby nieprzyjaciela. Wtem z szeregów Wilczej Kompanii wyłamał się jeden żołnierz, odrzucając kryjący twarz hełm. Krwawił z ust, choć nie został raniony. Był to, jakże daleko od towarzyszy z Krignord, Musta Karhu bądź też stworzenie któremu pozwolił posiąść własne ciało. Gdy wydał okrzyk, nie był to już głos człowieka. Silniejszy niż zgiełk pola walki, we wszystkich językach ludzi, bogów i demonów- Rzucał wyzwanie. Na wzniesieniu, z którego Czarnoksiężnik kierował swoimi pułkami, coś zabłysło tak jak mogłyby lśnić liczne pierścienie na ruchliwych dłoniach. Kto wie, może to Vortiger perswadował coś swemu Panu, żywo gestykulując? Zadął zimny wicher- A gdy podniesiony przezeń kurz opadł, stali już naprzeciw siebie, pomiot Zachagana i Ammafir. Ognisty szał i lodowaty spokój. Chaos i Bezlitosny Porządek. Kilka słów, które wymienili, poniosło się w zapadłej ciszy:
Długo, bardzo długo trwała ich walka. Gdy ustała, Ammafir był ranny i chwiał się na nogach- Lecz to on tryumfował. Jeśli w sercu tego, który zwał się niegdyś Musta Karhu pozostało cokolwiek z żołnierza Osternhook, mógł pocieszyć się jednym. Dał swoim braciom czas na odwrót.
Ostatnią ofiarą tego dnia była Aria, kochanka Drachenberga. Wierna do końca, własnym ciałem zasłoniła go przed zabłąkanym bełtem. |
















O wyniku bitwy przesądził ostrzał baterii krasnoludzkich balist z amunicją przeciwpiechotną, do tej pory przemyślnie ukrytych za liniami złowrogich stworów. Kompanie powoli, karnie, w szyku, ale jednak musiały się wycofać, ponosząc dotkliwe straty. Bitewny zamęt nie pozwala mieć pewności, lecz ponoć do pierwszego pocisku przywiązany był Aurel, Sztabowiec skazany na przeprowadzenie beznadziejnego zamachu, eks- szef Korpusu Magicznego. Możliwe, iż w czasie krótkiego lotu był jeszcze żywy. Jednak upadek zmiażdżył go niczym, no cóż, uprzykrzonego komara. 
- Ukorz się nim Cię zniszczę. Wtedy Zachagan oszczędzi twoją duszę... Jeśli zechce! 



















